Wczoraj wieczorem R. przyniósł do domu kilka maleńkich buteleczek zrobionych z ciemnego szkła pełnych magicznego syropu z czarnego bzu, dzięki któremu zniknęła w końcu gorączka i kaszel.
Na dobranoc czytamy opowieści z Doliny Muminków. Szukam dla nas jakiegoś ładnego, starego wydania, bo chciałabym je mieć zawsze blisko przy sobie. W tygodniu bywają dni, które przesypiam. Za to weekendy pełne są czułości i ciepła, parzenia przepysznej kasztanowej herbaty, jedzenia czekolady z kawałkami pomarańczy, pisania i czytania baśni.
R. powiedział, że robię się jak dziecko i że ma to swoje dobre i złe strony; na pewno bywam czasem potworną i coraz bardziej upartą złośnicą, która przez te dwa dni weekendu potrzebuje cały czas uwagi i zainteresowania. Z drugiej jednak strony mam tyle pięknych historii w głowie, że mogłabym opowiadać je przez całą noc.
Niedługo opowiem jedną z nich.




























































